poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdział II, cz. I

    Dedykacja dla Natalii. Męczyłam ją tyle razy fragmentami tego rozdziału, że jej się należy.
**  
          Ten dzień był szalony. I tu wcale nie chodzi o moją wyobraźnię czy ciągłą potrzebę komplikowania sobie życia. Tym razem nie było ani grama mojej winy. Praktycznie w ogóle! No może jednak...
         Życie ułożyło taki scenariusz, że sam Polański wpadłby w kompleksy. W dodatku ciągle nie świadomie igraliśmy nad przepaścią. Każdy z nas miał swoje sprawy na głowie,  a zakończenie... No właśnie to trzeba opowiedzieć od początku.
**
           Po raz setny przekręciła kluczyk w stacyjce. Krótkie robiące złudną nadzieję kaszlnięcie maszyny i cisza. Znów! Uderzyła zaciśniętą pięścią w sam środek kierownicy, która wydała krótki odgłos.
Była ugotowana, a na jej nieszczęście śnieg zaczynał padać co raz mocniej. Przyłożyła dłonie do brzucha próując uspokoić nie tylko siebie ale i kopiące dziecko. W głowie huczały jej przyszłe słowa jej matki "A nie mówiłam", co jeszczebardziej doprowadzało ją do białej gorączki. Sięgnęła z siedzenia obok, torebkę i rozpoczęła poszukiwania swojego telefonu.
Herbatniki, klucze do mieszkania, pomadka, chusteczk. Było dosłownie wszystko, a telefon na samym dnie, schowany na wypadek gdyby miał się  przydać.
Odblokowała go. Zasięg na szczęście był i jedna kreska baterii też powinny wystarczyć. Zegar wskazywał 13.12.
Zaklęła.
Trwał trening i właśnie na nim przebywał jej mąż i większość jej przyjaciół.
Około 40 km do skoczni. Była w kropce, a do matki nie miała zamiaru zadzwonić, już i tak pokłóciły sie od rana o pracę w zaawansowanej ciąży.
Nagle znieruchomiała ledwo łapiąc powietrze, Pochyliła sie do przodu nie kryjąc grymasu bólu. Coś było nie tak. I to bardzo nie tak.
- Jeszcze tego brakowało, żebym... O Boże!- wrzasnęła piskliwym głosem blondynka usilnie próbując zatrzymać przeszywający ból.
**
          Jakoś nie mogłam powstrzymać się, aby tam nie stać. Pare metrów od niej. Nawet doszło do tego, że zaczęłam analizować jej odstające uszy i zbyt jasne blond włosy. Kompletny brak makijażu i wielka czerwona kurtka. Wcale nie była ładna. Była za to tandetna i przewidywalna. Cieszyła się, że chociaż pada śnieg i nie musiałam oglądać słońca odbijającego sie od złotego pierścionka na jej palcu, który powodował ,że chciałam oślepnąć. Tak, zdołałam go dojrzeć. Denerwowała mnie nawet tym ściskaniem kciuków, kiedy na bele pojawiał się Polak i posyłanie niewdzialnych całusów do Maćka, gdy kończył skok. Miałam ochotę włożyć jej w usta podwójną dawkę śniegu. Może to sprawiłoby, że znormalniałaby choć odrobinę.
Nagle usłyszałam dźwięk telefonu. Jej telefonu. Patrzyła na wyświetlacz dobra chwilę, jakby nie wiedziała, czy odebrac czy udać, że nie zdąrzyła. Ciekawość zrzerała mnie od środka. Moja dziennikarska wyobraźnia sprawiała, że niemal widziałm napis z jakimś męskim imieniem na wyświetlaczu jej telefonu. Historia zaczęła sama układać się w mojej głowie. Podwójne życie, zdrada i jej nie zaspokojony kochanek. Nie mogła być taka idealna jaką grała.
Podeszłam kawałek bliżej.
Nadal nie odbierała.
Po chwili telefon zamilkł. Widziałam, jak przytrzymuje przycisk telefonu i chowa telefon do torebki.
Cwana bestia! Wyłączyła go bo najwyraźniej nie chciała żeby ktoś ją dorwał lub nie była to odpowiednia sceneria na tego typu rozmowy. Przecież tuż pod nosem miała naiwnego narzeczonego. W tej chwili uzmysłowiłam sobie, że mam nowy cel. Musiałam ją zdemaskować i to jeszcze dziś!

**
             Coś się działo. To było pewne. Ona coś kombinowała. Kręciła się z miejsca na miejsce, była poddenerwowana po każdej rozmowie z Maćkiem i pozostałymi chłopakami. Raz długo rozmawiała z Krzyśkiem. Była nerwowa i co po chwilę zerkała czy ktoś nie podsłuchuje. Czułam, że trafiłam w dziesiątkę. Wtedy mnie zaskoczyli.
                On dotknął jej policzka i spojrzał głęboko w jej oczy. Ileż było w tym spojrzeniu skupienia! Jego wielkie oczy chłonęły każde słowo, które wypowiedziała. To było pewne. Mieli romans. Nigdy w życiu nie sądziłabym, że ktoś może być tak durny i zdradzać swojego narzeczonego tuz pod jego nosem. Nasza Zosieńka nie była zbyt inteligentna jak widać.
                Rozejrzałam się dookoła. Cholera! Ani śladu Maćka! On zawsze pojawiał się kiedy chciał i znikał gdy miał na to ochotę. To on znajdywał. Mimo wszystko nie mogłam przegapić sytuacji.  Wyciągnęłam telefon i zrobiłam zdjęcie. Musiał to zobaczyć bez dwóch zdań. Nikt nie będzie krzywdzić go w taki sposób. Nikt prócz… Nie ważne.
                Czułam tak chore podniecenie, że ledwo potrafiłam normalnie stąpać po ziemi. Chciałam go już znaleźć, chciałam zlikwidować ją z jego życia choć teraz. Wśród tych wszystkich ludzi. Byliśmy sobie przeznaczeni. Musiał to wiedzieć. Co ja mówię! On wiedział to długo przede mną! Gdyby nie ona nigdy by o tym nie zapomniał.
Przyspieszyłam. Moje tempo spokojnie można było nazwać truchtem. Lub apokaliptyczną zagładą.
**
                Bingo! Dostrzegłam go. Właśnie podchodził do Kamila. Rozmawiali. Był tam też Piotrek i Dawid. Trening zakończony, jak widać.                 
Zwolniłam.
Nagle poczułam wyrzuty sumienia. Nie powinnam . Nie mogłam wręcz. Nie wspominając już o tym, że nie miałam najmniejszego prawa. Mimo wszystko moje nogi bardzo powoli kierowały się w ich stronę.
Usłyszałam podniesiony głos Kamila. Był czymś wyraźnie przejęty.  Wyciągnął telefon z kieszeni i odszedł kawałek dalej. To była ta chwila.
Stanęłam tuż za nim. Czułam jego zapach ,a jego sylwetka sprawiała, że traciłam wszelkie umiejętności , które były niezbędne do przekazania tej wiadomości.
Dotknęłam delikatnie jego ramienia. Chciałam, żeby odwrócił się w moją stronę, żeby znów spojrzał na mnie tymi swoimi ciemnymi oczyskami.
Poruszył się. Najpierw spojrzał na mnie przez ramię, a później odwrócił się . Był skupiony, nie na mnie, na czymś zupełnie innym. Coś co w całości pochłaniało jego umysł. Coś, co już za chwilę dzięki mnie miało okazać się błahe i nie ważne.
- Tak?- spytał.
- Ja…- odwróciłam wzrok nie wytrzymując jego intensywności. – Jestem dziennikarką i poznaliśmy się w dzień twoich zaręczyn.
Zamyślił się na moment. Szukał tego wspomnienia zabawnie marszcząc podbródek.
- Już pamiętam.-odparł po chwili. –Teraz nie mam zbytnio czasu na wywiady.
-Ale ja..- zaczęłam.
- Mam teraz inne rzeczy na głowie. Niech Pani zadzwoni to się umówimy.- powiedział nie dając dojść mi do słowa.
- Ja nie…- próbowałam dalej.
- Powiedziałem nie teraz.- odparł ostro dając mi wyraźnie do zrozumienia, że powinnam odejść. Odwrócił się i zaczął rozmowę z Piotrkiem.
Mówiąc kolokwialnie, zatkało mnie. Zgasił cały mój zapał, całą energię zastąpił rosnącym gniewem. Jak dawniej. Nadal w parę sekund potrafił doprowadzić mnie do szału. Desperacja i irytacja sprawiły, że stałam się jeszcze bardziej uparta.
- Ona cię zdradza,  do cholery Kot!- zawołałam w jego stronę.
Wszystkie pary oczy zwróciły się w moją stronę. Kot zesztywniał. Przynajmniej dzięki temu ‘małemu wybuchowi’ znalazłam się w centrum zainteresowania.
- To nie najlepsza chwila.- zaczął powoli Piotrek przyglądając mi się uważnie. Bałam się, że pod jego czujnym spojrzeniem moje włosy znów zmienią kolor, a wszystkie inne sztuczki, które pozwalały mi pozostać anonimową roztopią się i ukażą po prostu mnie. Olkę. Tą znienawidzoną zapewne przez nich wszystkich Olkę.
-Mam zdjęcie.- powiedziałam bardziej po to, żeby spojrzeli w inną stronę. To była taka nie przemyślana, bezpieczna opcja. Mniejsze zło i tak dalej.
Wyciągnęłam telefon przed siebie, żeby zobaczyli przyłapanych na gorącym uczynku kochanków. Moje spojrzenie odruchowo powędrowało w kierunku Maćka.
 Stał się posągiem. Bez uczuć.  Jego rysy spoważniały, oczy nie wyrażały nic. Pustka. Przerażająca pustka jaka biła z jego oblicza przeraziła mnie. Na zdjęcie spojrzał tylko przez moment. Później zastygł w bezruchu. Jak w hipnozie. Zimnym i nie ludzkim otępieniu.
- Stary…- powiedział do niego Piotrek.
-Nie!- odparł ostro odsuwając się kawałek. Z tym jednym słowem wracały wszystkie emocje. To była potężna fala, która oblewała go w błyskawicznym tempie. To nie była zwykła wściekłość, rozczarowanie czy cierpienie. To było coś więcej. Zrozumiałam to dopiero, gdy z jego ust padło zdanie, które zmroziło moją krew, sprawiło, że zapomniałam o oddychaniu.
- Zostawcie mnie i Olę na moment samych.
Kiedy to mówił nie patrzył na mnie, nie patrzył też na nich. Jego spojrzenie nabierało szalonego rozpędu i czekało na wybuch. Zdałam sobie sprawę, że najwyraźniej nie chciał wyjaśnić ze mną szczegółów zdrady jego lubej. Ten temat w ogóle go nie zainteresował. Nie w takim stopniu. Wolał skupić się całkowicie na mnie.
                Zapłon został zapalony. Ogień z co raz szybszą prędkością snuł w stronę ładunku wybuchowego. Nie było już odwrotu. Nie byłam taka głupia żeby łudzić się, że wszystko może skończyć się dobrze. Za dobrze go znałam. Zbyt byłam pewna, że ten dzień i ten wybuch nastąpi.

**
I jak?
Śledzicie to opowiadanie jeszcze?

piątek, 10 maja 2013

Informacja.

Studia. To jedno słowo powinno wszystko wyjaśnić. 
Jestem zmuszona zrobić przerwę do czasu zakończenia roku akademickiego. W lipcu mam ostatni egzamin i jak wszystko pójdzie dobrze wrócę do pisania.
Wolałam Was powiadomić. Mimo to może, kiedyś uda mi się znaleźć jeden wolny dzień i coś dodać. Tego nie wiem. 
Na Wasze blogi będę wchodzić na pewno! Inaczej całkowicie bym zwariowała od nauki. ;)
Pozdrawiam i mam nadzieje, że zrozumiecie.

niedziela, 5 maja 2013

Rozdział I


Rozdział dedykuje wszystkim tym, którzy w tym magicznym 2013 roku zmieniają dwie cyferki na raz. Jakkolwiek to brzmi. Niech moc będzie z nami!;)
**
Rozdział I
                Czy  gdybym odeszła… Gdybym odeszła tak naprawdę i tak na zawsze. Czy gdybym wtedy zanurzyła się, tak ostatecznie w tej wszechogarniającej czerni , czy coś by się zmieniło? Wspomniałbyś tamte chwile, tamte uczucia? Wybaczyłbyś mi? Czy kiedykolwiek przestałbyś mnie nienawidzić? Pewnie zamyśliłbyś się przez krótki moment powoli kojarząc skąd znasz  ‘Aleksandrę Bilian’, później dołożyłbyś kontury i wypełnił moim obrazem. Przypomniałbyś sobie. Wiem to. Wole nie myśleć ,czy bardziej by ci ulżyło, czy żałowałbyś czegoś, co mogłoby się wydarzyć tak dawno temu . Oba uczucia przerażają mnie.  Jakie wspomnienie związane ze mną, jako pierwsze przewinęłoby się przez twój umysł? Nie wielki miałbyś wybór.  Przecież chwile, które spędziliśmy razem nie były różowe, zawsze było jakieś ‘ale’. Nic nie było oczywiste, proste, banalne.  Ale może właśnie tacy byliśmy, tacy mieliśmy być. Chyba to nam właśnie pasowało. Wiem ,że w końcu wykończyłoby nas to. Głęboko, gdzieś w środku rozumiałeś. Musiałeś wiedzieć. Na moment złamaliśmy nasze przeznaczenie, a teraz i do końca naszego życia będziemy nieść tego konsekwencje. Ja na pewno.
                Wszystko jest na opak.  To moja domena. Zamiast odejść i zostawić cię w spokoju, ciągle wracam.  W wprost  w same centrum twojego życia. Wolałabym wtedy umrzeć. Zamiast tego po prostu zemdlałam na wieść , że redaktor naczelny pisma, które wraz z wieloma innymi ludźmi współtworzę, wybrał właśnie mnie do przerażającego zadania. Jego słowa mnie przerosły. Przecież minęło parę lat. Chciałam żyć, chciałam zapomnieć. W moich planach nie było cofania się. Zbyt ciężko pracowałam, żeby zdobyć i utrzymać tę posadę. Nie miałam wyboru. Musiałam się zgodzić. 
                Postanowiłam narodzić się na nowo. Wiem, brzmi to trochę surrealistycznie.  Chciałam po prostu stworzyć  nowy obraz siebie.  Zamienić się w białą kartkę i na nowo malować na niej własne decyzje i wspomnienia. Nie miałam wyboru. Poszłam do fryzjera, okulisty i wymieniłam całą garderobę. Choć moje wnętrze bardziej wymagało wymiany, musiałam skupić się przede wszystkim na oszukaniu zmysłu wzorku wszystkich tych, których poznałam w Val di fiemme. Głównym celem, jak zawsze był… Maciek.

**
                Dzwonek do drzwi. Kamil drzemał na sofie. Byłam na przegranej pozycji. Ociężałym krokiem wstałam z fotelu. Odruchowo chwyciłam nabrzmiały już wyraźnie brzuch i skierowałam się w stronę zniecierpliwionego gościa.
-Twierdza zamknięta na cztery spusty.- powiedziałam do siebie. Taka mała obsesja Kamila odkąd zaszłam w ciąże.
Uchyliłam lekko drzwi. Przebudziłam się błyskawicznie. Zaśmiałam się do siebie i otworzyłam szerzej drzwi ,witając gościa. To było koniec spokoju w tych czterech ścianach. Kto wie, czy nie już na zawsze.
-Mamo! Co za niespodzianka! – zawołałam udając większy entuzjazm niż wymagała sytuacja.
Kamilowy sen miał zostać przerwany w dość wyraźny i zaskakujący sposób.
**
                Rozejrzałam się wśród  niewielkich jednorodzinnych domków.  Magicznej 15 nigdzie nie było. Może moja podświadomość tak działa. Tak, to byłoby wyjaśnienie. Zrobiłabym wszystko, żeby nie musieć stanąć z nim ponownie twarzą w twarz. Ręce i nogi drżały mi tak bardzo ze zdenerwowania, że ledwo byłam w stanie prowadzić samochód. To była jakaś farsa. Jakim cudem redaktor naczelny dość znanego pisma nie mógł uruchomić swoje kontakty i zdobyć numer telefonu do znanego w mediach skoczka narciarskiego?  
- Twój szwagier na pewno ma ten numer. Załatw od niego i nie rób nie potrzebnych scen.- powtórzył chyba trzykrotnie Mariusz, redaktor naczelny, podczas naszej telefonicznej rozmowy.
Zbywał wszystkie moje argumenty.  Nie rozumiał, że w ten sposób ujawniłabym się. Wszystko wydałoby się już na początku. Nie mogłam do tego dopuścić. Wciągnęłam na ufarbowane nie dawno włosy szary beret, naciągnęłam wysoko szal, żeby zasłaniał mi pół twarzy i założyłam okulary. Nie miał najmniejszego prawa mnie rozpoznać. Zbyt dobrze się o to postarałam.
Pozostawała tylko jedna kwestia, której nie potrafiłam ani ufarbować ani zakryć. Nie byłam pewna, czy potrafię zapanować nad emocjami. Wewnątrz szalałam. Byłam  jak uwięziony w areszcie zbójnik z maleńkim okienkiem na otaczającą rzeczywistość.  Oszukiwałam siebie, że gdybym tylko mogła wyjść na wolność zmieniłabym swoje życie, postąpiła inaczej.
**
                Postarał się. Przygotował wszystko od podstaw, nie zapomniał nawet o ulubionych herbacianych różach. Czarny smoking podkreślał jego opaleniznę. Ciągle zapominałam,  jak bardzo uwielbiał perfekcyjność. Ukrywał to sam przed sobą ale był pedantem. Każdy to widział, on jeden zaprzeczał uparcie.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
I już go nie było.
Przygryzłam zdenerwowana wargę. Wszystko albo nic. Przecież musiałam przeżyć nawet tak stresującą chwile!
Znajome twarze wychyliły się i szły wprost  w moją stronę. Uśmiechy.  Wszystko było, jak wyjęte z pięknego snu, a wiec musiało się udać.
Przywitałam się z nimi wszystkimi.  Szukałam Go wzrokiem. Znikł. Przeraziłam się.  Nie chciałam zostać sama. Nie teraz. Zresztą…
Dostrzegłam najpierw ogromny bukiet róż. Tak, herbacianych. Później wyłonił się z nich jego wielki, szczery uśmiech.
 I zrozumiałam ,że już nigdy nie chcę być sama…
Klasyka. Wręczył mniejsze bukiety mojej mamie i jego rodzicielce. Poprosił o moją rękę ojca. I z sercem na dłoni zanurzył się w moich ustach, kiedy  podnieconym głosem powiedziałam te magiczne ‘tak’. Lśniący pierścionek zaręczynowy też miał swoje pięć minut.
**
Nie boje się. Nie boję się Nie boję się. Nie boję się. Nie boję się. To nic takiego.
Powtarzałam na okrągło. Siła woli podobno działa cuda. Mogłaby wziąć swoje cztery litery i działać szybciej. Nie byłam pewna, czy umrę w trakcie podnoszenia ręki, aby nacisnąć dzwonek do drzwi, czy kiedy już pojawi się maciejowa sylwetka przede mną.
Matura, egzaminy na studiach, wyprowadzka z domu czy upierdliwy szef, to wszystko było tak błahe w tym momencie. Tak zwyczajnie nie skomplikowane.
Paranoja!
W końcu skorzystałam z okazji, że stałam się przez moment bardziej zirytowana niż przestraszona i nacisnęłam dzwonek.
Czekałam.
Cisza.
Nacisnęłam jeszcze raz.
Usłyszałam szmery.
Jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby odkluczanie drzwi trwało tak długo. To na pewno był jakiś rekord Guinnessa!
Kiedy już prawie zeszłam na zawał, drzwi otworzyły się.
-Kuba!- zawołałam w myślach.
Uśmiech odruchowo pojawił się na mojej twarzy. Nie wyobrażalnej wielkości  głaz spadł z mojego serca. Tak ja mam serce!
- Tak, słucham?- spytał przyglądając mi się.
Poczerwieniałam lekko. Nie ze wstydu, bardziej z obawy, że mnie rozpozna.
- Tak właściwie to ja do… do Maćka.-powiedziałam po chwili milczenia. Jego wyraz twarzy nie zmienił się, kiedy usłyszał mój głos.  Był w zbyt dobrym humorze, aby rejestrować takie detale.  
Dopiero wtedy odważyłam się przyjrzeć mu się uważnie.  Śnieżnobiała koszula,  lazurowy krawat i kieliszek z jakimś trunkiem , który trzymał w dłoni. Byłam w końcu specjalistką od mieszania, wiec jak to się mówi, odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu.
- No Maciek teraz jest dość zajęty. Zaręczyny i te sprawy. Musi zabawiać przyszłych teściów. Sama rozumiesz.- odparł żartobliwie mrugając porozumiewawczo.
Dlaczego miałam to rozumieć?! Jedyna rzecz, jaka wydawała mi się w tym momencie logiczna to, to że powinnam wedrzeć się do środka i wyrwać pierścionek razem z palcem, tej jego pożal się Boże wybrance.
Moja silna wola uruchomiła się. Nareszcie! Już się nie bałam. Byłam wściekła. Mimo to zmusiłam się, żeby nadal pozostać na ganku.
- Do czegoś konkretnego go potrzebujesz?- spytał przerywając ciszę.
O ironio…
- Potrzebuje jego numer telefonu.- wypaliłam powstrzymując jakiekolwiek emocje.
Posłał mi zdziwione spojrzenie. Chyba zrozumiał, że wcześniej powiedział zbyt wiele.
- Jesteś fanką czy dziennikarką?- spytał podejrzliwie.
- To drugie.-odparłam.
- Mógłbym prosić cię, żebyś zapomniała o tym, co wcześniej powiedziałem? To dość prywatna informacja, a ja mam trochę za długi język.- zaśmiał się patrząc przy tym na mnie błagalnie.
- Jasne. Zresztą wszyscy myślą, że… pozostała już tylko część oficjalna. Jeśli rozumiesz, co mam na myśli.-powiedziałam zgryźliwie. Nie mogłam tego powstrzymać.
- Mój brat w tych sprawach nigdy się nie spieszy.-skwitował.
- Naprawdę? Nie zauważyłam. –odparłam.- Z tego, co pamiętam to, chciał wszystko tu i teraz. Może po prostu nie jest pewny swojej wybranki.
Spoważniał natychmiast.
-Od czasu jak jest z Zosią bardzo się zmienił. Znałaś go wcześniej?- spytał śledząc moją reakcje.
Byłam beznadziejną aktorką, kiedy w grę wchodziła zazdrość. Tak, potrafię się do niej przyznać!
-Nie!-odparłam trochę zbyt gwałtownie.
- Olka, ty debilko!- szepnęłam do siebie.
Znieruchomiałam. Zamknęłam oczy modląc się jednocześnie, że nie usłyszał moich słów. Byłam nie tylko mistrzynią mieszania, ale także głupoty! To była ciepła posadka, na której nikt nie miała prawa mnie zastąpić. Wymagałoby to naprawdę wiele wysiłku.
- Co ty powiedziałaś?- zapytał poważnym głosem. Zrobił krok w moją stronę.
Znów miałam kłopoty.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego.
Te spojrzenie mówiło wszystko. Usłyszał. Po czym to poznałam? Jego oczy płonęły nienawiścią, a twarz wyrażała obrzydzenie. Nie było sensu wymyślać historyjki o jego omamach słuchowych lub zbiegu okoliczności. Na to było już zdecydowanie za późno.
-Proszę cię, jak na razie uprzejmie, wyjdź stąd.- powiedział chłodno.
Nie zdążyłam odpowiedzieć. Nie miałam najmniejszej szansy nawet na wykonanie jego prośby.
Wiatr zerwał się niespodziewanie. Śnieg zaczął mocniej prószyć. Rozpętała się istna zawieja.  Grzmoty prześcigały błyskawice. Groźne chmury nadciągnęły z nieznanego kierunku. Zrobiło się ciemniej niż w zwykłe styczniowe, późne popołudnia, a paradoksalnie przez moje ciało przeszła potężna fala gorąca.
No dobra, może odrobinę to podkoloryzowałam.
Choć w momencie, gdy ujrzałam uśmiechniętego Maćka stojącego tuż za swoim starszym bratem, byłam w stanie uwierzyć, że to wszystko naprawdę miało miejsce.
Nie mogłam przestać się na niego patrzeć z rozdziawionymi ustami i wielkimi oczami, zapomniałam nie tylko o oddychaniu, ale też o mruganiu.
Z jego twarzy biła jakaś nieznana siła. Był starszy o 4 lata, może odrobinę zmężniał i jego wrodzona opalenizna przybrała jeszcze na intensywności, a mimo to był tym samym Maćkiem, którego pozostawiłam w całkowitej rozsypce na włoskiej ziemi.  Poczułam  dziecinną potrzebę przytulenia się do jego umięśnionego torsu, jak jeszcze nigdy w życiu.
Kto wie, czy gdyby nie ostry ton głosu Kuby, dusiłabym zdezorientowanego Macieja w swoich objęciach.
- Powiedziałem, że pani powinna już sobie pójść.
- Czegoś konkretnego potrzebujesz?-spytał beztrosko młodszy Kot.
- Potrzebuję…- zawahałam się. – Chciałam umówić się na wywiad i potrzebuję twój numer.
Boże! Ten dzień był przerażająco wyczerpujący. Wykańczał mnie od środka. Trafiał w najczulsze punkty. Choć doskonale wiedziałam, że będzie jeszcze wiele takich dni, a każdy z nich może być co raz trudniejszy.
-Ok. Poczekaj już ci dam numer.-odpowiedział i znikł na moment, żeby za chwile wręczyć mi kartkę z numerem kontaktowym. Byłam mu naprawdę wdzięczna za to, że zrobił to tak szybko. Chwile dłużej i Kuba rozgromiłby mnie spojrzeniem. Wiem, że zasłużyłam na takie traktowanie, ale mimo to nie należało to do najmilszych chwil w moim ciężkim życiu.
Rzucił radosne ‘Do zobaczenia’ i razem z Kubą zniknęli za drewnianymi drzwiami. 
Karma. W końcu nie tylko ja potrafię zamykać drzwi i ignorować czyjeś uczucia. Jak widać Maciek też był w tym całkiem niezły.
**
                To była ona. Miałem ochotę wygarnąć jej to wszystko, co nie tylko we mnie siedziało tyle lat.  W nas wszystkich. Zabawiła się nami, jak zabawkami, a później odcięła się. Zamknęła szczelnie drzwi do swojego świata. Zapomniała. Przefarbowała włosy na wściekle bordowe i  założyła czarne soczewki, które kryły się pod prostokątnymi okularami. Nie wiem kogo chciała oszukać.  Mimo, że zewnętrznie była inna , dojrzalsza,  przebrana. W środku pozostała taka jak dawniej. Egoistka. Nikt tak długi czas nie wywarł na nim tak wielkiego  wrażenia, jak ona, a przecież zdążyli zamienili razem tylko parę zdań. Właśnie przez te słowa byłem już pewny, że to ona. Później uciekła. Wściekłość pozostała.

**
                Osunęłam się po wewnętrznej stronie drzwi mojego zastępczego domu. Za dużo. O wiele za dużo!  Łzy i cholerna złość. Miałam dość. Zabrakło mi sił, żeby dojść ,jak cywilizowany człowiek do łóżka i wybrudzić od tuszu i łez ulubioną poduszkę. Zresztą to byłoby zbyt banalne. Twarda i zimna podłoga była bardziej odpowiednia. Bardziej moja. Bo właśnie na to zasługiwałam i dobrze to wiedziałam .


**
Miało być jutro, jest dziś. Miała być pierwszy rozdział z nową cyferką, jest za to ostatni ze starą cyfrą. Tak źle i tak nie dobrze;)
Oceniajcie, komentujcie, róbcie co chcecie tylko dajcie znać, że żyjecie!;P
Pozdrawiam!

wtorek, 30 kwietnia 2013

Prolog



Prolog
        

            Doskonale wiedziałam, że ta historia nie mogła się tak zakończyć. Od początku zdawałam sobie sprawę, że będzie ciąg dalszy. Skąd wiedziałam? Intuicja. To byłoby zbyt proste. Zupełnie nie w stylu ‘szarej i brutalnej rzeczywistości’, w której żyjemy. Były chwile, w których udawało mi się zapomnieć. Porzucić wszystkie wspomnienia. Po prostu żyć! Ale to były tylko krótkie przebłyski. Gdzieś podświadomie wiedziałam, że każdy dzień bez jego spojrzenia, jego głosu i smaku jego ust, to moja własna porażka. Wewnętrzna walka, w której nie było zwycięscy. Mimo to trwałam uparcie na polu bitewnym. Zabijałam każdą cząstkę mojego człowieczeństwa. Małymi kroczkami tonęłam w przekonaniu, że miłość to zło, które zniszczyło wszystko. Choć winna byłam tylko ja…

            Byłam gotowa zakochać się jeszcze raz. Porzucić wszystkie przekonania, zapomnieć o strachu.  Uwierzyć w tą całą popapraną aurę miłości. Po prostu kochać do szaleństwa. Robić dokładnie to, na co w magicznym Val di Fiemme nie byłam w stanie zdecydować się. Tak… Nigdy nie trwało to długo. Burzliwe związki mają to do siebie.  Czasem zrywałam Ja, czasem On. Nie było reguły, nie było wyrzutów sumienia czy choćby iskierki wątpliwości. Podobało mi się to, że wśród tych znajomości,  nowych związków, oboje wmawialiśmy sobie, że to miłość. Później, kiedy uznaliśmy, że już czas, kończyliśmy to. Mijało trochę czasu i zjawiał się kolejny On.  Tak miało już pozostać na zawsze lub jeszcze dłużej. Cholera to wie. Aż do czasu, gdy…

**
- Nie…- powiedziałam słabo. Tego było zbyt wiele. Słowa krążyły w mojej podświadomości.  Niszczyły mój grunt, pozbawiały mnie tlenu, a świat zaczynał wirować.
Odpływałam.  Rzeczywistość musiała się przeterminować  bo już kompletnie nie zdawałam sobie sprawy z tego gdzie się znajduję i co robię. Słyszałam tylko ten stanowczy głos i podwójny sens wypowiedzianych przez niego słów.
‘Wyjazd.’ ‘Siostra.’ ‘Zaręczyny, a wkrótce ślub’. ‘Moje zadanie.’ ‘Tajemnicza blondynka.’ ‘Zagadka do rozwiązania.’ ‘Moje pierwsze duże, dziennikarskie zadanie.’ ‘Bez dyskusji.’
Koniec. Koniec. Koniec. To był koniec.  Mój koniec.  Nasz koniec.  Diabeł jeden wiedział, co było gorsze.
Gdyby nie ciemność, która mnie ogarnęła zaśmiałabym się z własnej głupoty. Z własnej naiwności!
Naprawdę sądziłam, że ten dzień nigdy się nie wydarzy? Kolejne piękne kłamstwo w moim wykonaniu.



**
Witajcie!
Olka i jej specyficzny sposób postrzegania rzeczywistości powraca!
Rozgośćcie się na nowym blogu i oceniajcie!
Pozdrawiam ;)